Wywiad ukazał się w Internetowym Serwisie Krośnieńskim"
Aby przenieść się na tę stronę, kilknij na logo po lewej.


Złote nuty spadały na rynek


11 czerwca z okazji XII Jarmarku Krośnieńskiego, wystąpił w naszym mieście zespół Pod Budą. Andrzej Sikorowski, Anna Treter, Marek Tomczyk, Andrzej Żurek i Maja Sikorowska przywieźli wraz z sobą na krośnieński rynek cząstkę Krakowa. Dzięki nim, w ten niedzielny wieczór, zebraną publiczność, kolorowe kamienice, a nawet wodę z fontanny otuliły melodie przepięknych ballad. Było lirycznie i romantycznie. 

Przed koncertem udało nam się porozmawiać z Andrzejem Sikorowskim – liderem, gitarzystą, wokalistą, kompozytorem, autorem tekstów. 


Zespół Pod Budą wziął swoją nazwę od klubu, w którym występował na początku swojej kariery. W dzisiejszych czasach nie ma już chyba takich miejsc, gdzie można powystępować i wybić się. Oznacza to, że dawniej łatwiej było zrobić karierę niż dzisiaj? 

Być może, że obecnie jest znacznie większa konkurencja. Dawniej nie było takiego „szumu informacyjnego”. Na dowód sprawy, w Polsce działały tylko dwa programy telewizyjne i dwa radiowe. Był monopol państwa na wytwórnie płytowe. Jeśli ktoś dostąpił zaszczytu nagrania płyty, to miał prawie gwarancję, że ta płyta będzie nagłaśniana i lansowana. Teraz panuje coś w rodzaju „wolnej amerykanki”. Każdy może nagrać płytę, ale gorzej jest z jej rozreklamowaniem i sprzedażą. Media są nastawione na tzw. słuchalność i oglądalność, ale nie są nastawione na artystów, którzy mają coś do powiedzenia. Na pewno trudniej jest się przebić ludziom, którzy mają jakąś propozycję związaną z wysiłkiem intelektualnym. Jeśli ktoś proponuje piosenkę literacką, to jest jakby z góry skazany na złą pozycję. Tak też jest, jeżeli ktoś nie jest „trendy”, jeżeli nie proponuje popularnej formy przekazu, jaka jest lansowana na Zachodzie. Wydaje mi się, że w tej chwili jest znacznie łatwiejszy dostęp do tego wszystkiego co się nazywa techniką. Jest łatwiej kupić dobry instrument, jest łatwiej wynająć studio, łatwiej nagrać płytę, ale znacznie trudniej jest siebie wylansować. Nie istnieje już takie zjawisko jak dawny ruch klubowy studentów, który bardzo wiele rzeczy promował. Kluby studenckie zmieniły się w dyskoteki i bary, gdzie się tańczy i sprzedaje alkohol. Także czasy są bardziej skomplikowane. Ja nie chce popadać w jakieś narzekactwo, ale z pewnością nie jest łatwo. 

A ci artyści, którzy uprawiają poezję śpiewaną chyba tym bardziej mają trudniej? 

No tak, z powodów, o których wcześniej wspomniałem. W sumie tych artystów nie istnieje tak wielu, ale rzeczywiście tak jest. Trzeba wiedzieć, że to nie jest kwestia samej poezji śpiewanej, to jest kwestia uprawiania każdej piosenki, która troszkę się wyróżnia. Każda taka propozycja jest nieco na uboczu, uważana za elitarną. Na pewno ci ludzie, którzy mają jakieś ambicje, żeby coś przekazać, muszą znacznie więcej włożyć wysiłku w to, aby się przebić. 

Śpiewacie o prostych, codziennych sprawach. A mimo tego, mówi się, że wasza muzyka jest muzyką dla smakoszy. Czy ta poezja śpiewana jest taka trudna dla zrozumienia? Większe szanse przebicia ma zespół hip-hopowy. Czy to nie przeraża? 

Nie, nie przeraża, dlatego że ludzie, którzy przychodzą na nasze koncerty są najlepszym dowodem na to, że my nie robimy niczego elitarnego i że to nie jest nic takiego trudnego do pojęcia. To są piosenki bardzo łatwe do powtórzenia, a także melodyjne. Więc skoro śpiewa nasze piosenki już drugie pokolenie, to wnioskuję, iż nasza propozycja nie jest wcale taka skomplikowana i wysublimowana. Może mamy ambicje, bo chcemy aby nasze piosenki o czymś mówiły i aby nie były tylko zwykłą „paplaninką”. 

Zapowiedział pan kilka dobrych lat temu, że grupa Pod Budą będzie występować do 2000 roku... 

Ja mówiłem, że będę się w to bawił do pięćdziesiątki. Zapyta pani co się stało dalej. Przede wszystkim, żyjemy w czasach, w których byłoby arogancją odrzucać propozycje, jeżeli one same przychodzą. Gdybym teraz musiał siedzieć w domu przy telefonie i obdzwaniać domy kultury i agencje koncertowe, proponować siebie i zespół, to pewnie bym się poddał. Natomiast, jeżeli cały czas dzwoni telefon, pojawiają się propozycje, żeby za konkretne pieniądze gdzieś zagrać i ludzie w dalszym ciągu przychodzą, chcą nas słuchać i kupują płyty, to lekceważenie tego byłoby co najmniej nieładne. 

Mało was w mediach, bo takiego typu muzyki się niestety nie promuje. Żal wam tego czy cenicie sobie płynącą z tego wygodę? 

Myśmy byli zawsze odporni na przejawy popularności. Nie jesteśmy ludźmi, którzy uważają, że jak nie dajemy autografów, to nam się wali świat na głowę. Oczywiście, byłoby przyjemniej, gdyby było nas więcej, a z drugiej strony ten fakt, że nas nie ma, powoduje jakby zwiększone zapotrzebowanie na nas. To tak jakbyśmy przeszli do drugiego obiegu i to nam służy, a nie przeszkadza. 

Wspominał pan nie raz, że jest już pan zmęczony koncertowaniem, wyjazdami. Czy to oznacza, że już nie cieszy pana tak jak dawniej np. dzisiejszy występ w Krośnie? 

Coraz mniej cieszy mnie podróżowanie i tułanie się. Z upływem czasu i z latami, które mi przybywają, to tym mniejszą mam ochotę na to, by siedzieć w samochodzie lub pociągu i się gdzieś tłuc. Te koncerty mnie cieszą, bo nie ma znaczenia czy gram w Krośnie czy dowolnym mieście w Polsce. Jak widzę przed sobą publiczność, jak widzę ludzi, którzy przychodzą i mówią miłe słowo, to każdorazowo potwierdza się fakt, że jest jednak jakaś satysfakcja, która z tego płynie. 

Jesteście grupą przyjaciół, która gra od wielu lat. Wielu artystów z zespołów o takim długim stażu twierdzi, iż zmiany w składzie są potrzebne, czasami wręcz zbawienne... 

Nie sądzę, aby ktoś nowy dobrze się z nami czuł. Prawdopodobnie tak długa symbioza powoduje, że obce ciało jakim by była nowa twarz, nie służyłaby zespołowi. Poza tym, ja jestem na stanowisku takim, że trzeba zmieniać wtedy, gdy ta zmiana przyniesie bardzo realne korzyści. 

Czy grupa Pod Budą jest dumna z tego co osiągnęła czy jest coś w waszej karierze, czego żałujecie? 

Raczej jest powód do dumy, bo niewielu wykonawców, których jest na polskim rynku udało się przetrwać ponad trzydzieści lat bez jakichś wielkich zachwiań, ciągle sprzedawać płyty i bilety na koncerty. To może nie jest powód do dumy, ale do pewnej satysfakcji. 

Kiedy natchnienie do pisania tekstów przychodzi najczęściej? 

Ja nie umiem tego tak powiedzieć, dlatego że nie należę do ludzi, którzy czekają na natchnienie. Jak jest pomysł na piosenkę, to staram się aby do tego pomysłu się jakoś odnieść. Natomiast, to nie są żadne konkretne chwile, to nie jest żaden moment tworzenia przy pełni księżyca. Po prostu idę po ulicy i często przychodzi mi do głowy pomysł na tekst. 

Kocha pan Kraków, z niego też czerpie inspiracje. Co najbardziej ewoluowało w tym mieście z czasów, kiedy zaczynaliście robić karierę do dnia dzisiejszego? 

Kraków zrobił się takim bardzo europejskim miastem. To robi wrażanie nie tylko na ludziach, którzy w nim żyją, ale też na tych, którzy tu przyjeżdżają. To jest miasto, które się w taki fajny sposób zmienia i wszystko wskazuje na to, że Kraków będzie się rozwijał w dobrym kierunku. Ja nie chce mówić, że jest to stolica kultury polskiej, ale jest to niewątpliwie miasto, które ma szczególną aurę. I mieszkanie w Krakowie jakoś tak ładnie człowieka napędza. Natomiast wciąż podkreślam, że bycie Krakowianinem nie daje nikomu patentu na bycie artystą. Mieszkanie w Krakowie jest przyjemne, ale nie oznacza, że podlegamy jakiejś szczególnej iluminacji. Fakt, że człowiek zaczyna chodzić po rynku krakowskim, nie znaczy, że natychmiast zaczyna rodzić wiersze i piękne kompozycje. 

Natknęłam się na pana niesamowitą wypowiedź o kobietach. („Potrafię dobrze obserwować. Może narażę się mężczyznom ale twierdzę, że my jesteśmy zdecydowanie mniej ciekawymi osobami. Kobiety są fascynujące, są bardziej skomplikowane i kocham z nimi obcować. Z mężczyznami można pić wódkę i dyskutować o meczu, a kobieta – to jest dopiero wyzwanie. I intelektualne, i każde inne.”) Czy naprawdę tak bardzo ceni sobie pan płeć piękną? 

Tak, zdecydowanie uważam, że jest z pewnością wartościowsza niż płeć brzydka. 

Jest pan wielkim fanem piłki nożnej. Śledzi pan obecne mistrzostwa świata? 

Śledzę. Jestem fanem sportu i dlatego śledzę wszystko co się z nim wiąże. Teraz jest piłka nożna na tapecie, ale wtedy kiedy będzie lekkoatletyka, to się zajmę lekką atletyką Kiedy będą sporty zimowe, będę się zajmował sportami zimowymi. Uważam, że sport jest taką dziedziną naszego życia, która mnie bardzo interesuje ze względu na to, że jest nieprzewidywalna. Ja nie lubię rutyny, dlatego sport we wszystkich jego przejawach bardzo mnie kręci. 

A oglądał pan tegoroczny Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu? 

Byłem we Włoszech i, całe szczęście, nie oglądałem. Widziałem jakieś jego resztki. Sądzę, że komercja, która w tej chwili jest wszechobecna, nie służy nie tylko festiwalowi opolskiemu, ale w ogóle nie służy kulturze. Jeśli podchodzi się do tego tak, że piosenka, książka, dzieło plastyczne jest wyłącznie towarem, którym się handluje, i ważne jest, aby ten towar się szybko i łatwo sprzedawał, to oczywiście temu towarowi to nie służy... I nie służy także temu rynkowi, na którym ten handel się odbywa. Festiwal w Opolu nie jest takim jakim był, festiwal w Sopocie nie jest taki jak dawniej, Festiwal Piosenki Studenckiej stracił swoją siłę rażenia. No niestety, to wszystko zostało jakieś podporządkowane mediom, telewizji i takiemu schlebianiu taniemu gustowi. Nie ma na to rady. 

A sądzi pan, że kiedyś te klimaty z dawnych, dobrych czasów powrócą czy już nie ma szans? 

Być może, ludzie dojdą do jakiejś ściany, od której się odbiją. To będzie zjawisko takiego jakby odwrotu, że nastąpi znużenie tego przesytu wszystkim, co jest takie niedobre, plastikowe i pozbawione wartości. Paradoksalnie, zaczyna temu służyć Internet, który jednak pomaga ludziom poszukującym czegoś innego niż tego, co jest w radio i telewizji. I wspomniałem już coś na temat drugiego obiegu... Ten drugi obieg w zasadzie już istnieje. On nie ma konotacji politycznych, tak jak dawniej. Dawniej była to sprawa ściśle polityczna. W drugim obiegu pojawiało się wszystko to, co było kreślone przez cenzurę. Także mam nadzieję, że nastąpi pewien zwrot, aczkolwiek chyba już nawet taki nastąpił. Jest taka grupa ludzi w Polsce, która ma ochotę na takie klimaty jak Pod Budą i ci ludzie zaczynają coraz bardziej aktywnie się zachowywać, szukają nas, wiedzą co się z nami dzieje, tak że nie przekreślam sprawy. Mam świadomość, że w bezpośrednim starciu to coś co ma ambicje, przegrywa z tym, co tych ambicji nie posiada. Ale jak mówię, nie wiedzę tego w czarnych barwach, jakoś tragicznie, dlatego bawimy się w to nadal. 

Dziękuje za rozmowę. Udanego koncertu życzę. 

Dziękuję bardzo. 

 

 

Czytając ten, a także inne wywiady, których udzielił w swojej długiej karierze Andrzej Sikorowski i inni członkowie zespołu, powiedzieć można, że nawet taka zwykła rozmowa może stać się tematem do pięknego utworu... 

Wywiad na pierwszą stronę
Muzyka i słowa: Andrzej Sikorowski 

Do wieczora to ja chyba się nie zmienię
i pojutrze pewnie będę taka sama 
ale czy to jakieś w końcu ma znaczenie proszę pana 
Kiedy siedzi się nad rzeką sino złotą 
albo patrzy hen na niebo w chmur powodzi 
to się wie że tak naprawdę tylko o to o to chodzi 
Dla mnie ważne jest tutaj i teraz 
stół przy którym jadamy śniadanie 
moja córka gdy oczy przeciera 
i piosenka co po nas zostanie 
Niech się inni spierają do nocy 
co ma nosić na głowie nasz orzeł 
ja mam swoje zwyczajne kłopoty panie redaktorze 
Pan mnie pyta o nagrania i podróże 
i na przyszłość jakie u mnie jeszcze plany 
a naprawdę to graniczy chyba z cudem że śpiewamy 
Może w mroku jupitery kiedyś błysną 
i podniosą się z chodnika słabe pieśni 
nad błękitno kryształową stanę Wisłą 
mówiąc nie śnij

Kamila Masłyk

Serdeczne podziękowania dla Kamili Masłyk za przysłanie wywiadu i zdjęć

POWRÓT


STRONA NALEŻY DO SERWISU www.podbuda.art.pl
Webmaster
Michał Czejgis
Design by daltonprojekty 2001-
All rights reserved